Witam. Mam 40 lat. Z pierwszego związku mam dwójkę dzieci - dwóch synów 5-letniego i 12-letniego. Dla 12-letniego jestem rodziną zastępczą, gdyż moja poprzednia partnerka mnie zdradziła, jednak wziąłem na swoje barki jego wychowanie i jej wybaczyłem. 3 miesiące po narodzinach 5-letniego syna, partnerka poszła do zakładu karnego za oszustwa, w tym także na mnie, w którym tkwi do dziś i jeszcze parę lat dłużej. Zostałem sam z dwójką dzieci i długami. Nie mieliśmy ślubu. Na szczęście wszystko zostało odpracowane i obecnie moja sytuacja materialna jest b. dobra.
W 2021 roku po śmierci mojego ojca poznałem Beatę. Była dla mnie wybawieniem z ciężkiej żałoby po ojcu. 2 tygodnie po pierwszej randce wyjechaliśmy na wspólne wakacje (nie znając się jeszcze dobrze, ale ryzykując) z jej dziećmi z małżeństwa (obecnie 9 i 15 latkowie) oraz moją mamą i jej rodzicami. Wakacje tak nas zbliżyły do siebie, że około 2 miesiące później wszyscy razem zamieszkaliśmy w moim domu. Mniej więcej do maja tego roku sytuacja była ogólnie b. dobra - wyjazdy wspólne, wakacje wspólne, wspólne życie, wspólne wychowywanie dzieci. Rodziny nasze się zaakceptowały pomimo różnicy poglądów, wszystko było b. dobrze - wiadomo kłótnie jakieś w związku były jak w każdym. W maju zaczęły się u mnie problemy psychiczne związane z depresją, która została później zdiagnozowana przez specjalistę - były to problemy związane z jakimiś traumami mojej byłej partnerki z przeszłości (sądowe walki o alimenty, odzyskanie długów), trudności i nieradzenie sobie w pracy, złe stosunki z bratem, także stresy związane z moją przyszłością z Beatą. Nie mówiłem jej o tym ostatnim punkcie - o pierwszych trzech wiedziała wszystko. Bałem się, że coś zrobię kiedyś i mnie zostawi oraz bałem się podejść do tematu ślubu z nią, nie potrafiłem rozgryżć tego tematu, gdyż jestem osobą nieśmiałą.