Reklama:

Nie odnajduję się wśród ludzi (6)

zaloguj się, aby wykonać akcję na forum

Forum: Kółko wsparcia psychicznego

gość
01-03-2020, 10:05:03

Witam. Jestem dziewczyną, mam 18 lat i ogólnie rzecz biorąc, nie radzę sobie z przebywaniem wśród ludzi.
Odkąd pamiętam byłam samotnikiem, bardzo trudno mi było nawiązać kontakt czy jakaś dłuższą relację z osobami w moim wieku. O ile w kontaktach typu 1:1 czy (ewentualnie) 1:2 nie było jeszcze tak źle, to w większych grupach nie odnajdywałam się wcale. A właściwie to nie odnajduję się - bo sytuacja trwa do tej pory, właściwie przez całe moje życie.
Aktualnie mam,,chłopaka"/przyjaciela ( niby byliśmy w związku, ale zdaliśmy sobie sprawę że poza przyjaźnią nic nas nie łączy - trochę specyficzna relacja ) 1 koleżankę ( tą samą od ponad 4 lat ) i przyjaciela internetowego ( niestety nigdy nie widzieliśmy się na żywo, mimo kilku lat znajomości ). W klasie ( tej, jak i każdej poprzedniej ) lubiana nie jestem ( jako tako tolerują moją obecnośc ze 3 osoby, reszcie jestem po prostu obojętna ) i szczerze mówiąc to się nawet nie dziwię. Mam beznadziejnie umiejętności społeczne, nie potrafię rozmawiać z ludźmi w większych grupach.. Jeśli już to są to bardzo sztuczne ( z mojej strony ) i płytkie rozmowy. Szczytem mojego,, życia towarzyskiego" są spotkania z tymi 2 osobami, od czasu do czasu w weekendy. I to tyle. Ewentualnie próbuje dołączyć się do ich znajomych czy bliższych osób, ale zawsze mam wrażenie że tam nie pasuje, nie jestem nikomu potrzebna...
Teoretycznie, być może opis sytuacji nie brzmi tak źle. Praktycznie, wygląda to tak, że w szkole sporą część dnia spędzam sama. Próbuje rozmawiać z osobami z którymi jako tako się dogaduje, o czymkolwiek, bo czasem fajnie jest porozmawiać nawet o przyslowiowej pogodzie. Poza szkołą mogę liczyć jedynie na te dwie osoby właśnie, z resztą i tak nie zawsze.
Staram się być miła dla innych, odzywać się pierwsza ( mimo, że to kosztuje mnie cholernie dużo wysiłku i stresu ). Mimo tego i tak mam wrażenie, że czego bym nie zrobiła i tak będę sama. Czuję się strasznie nudna i nieciekawa, albo irytująca, mam uczucie niedopasowania, wyizolowania. Dodatkowo, tak jak wspomniałam, przebywanie wśród ludzi kosztuje mnie sporo stresu, ciągle analizuję swoje wypowiedzi ( nałogowo wręcz ), bardzo boję się odrzucena, ehh...
Przez ponad 2 lata miałam problem ( właściwie, to mam do teraz, jednak nie w takim stopniu jak wcześniej ) z zaburzeniami odżywiania, po drodze doszła depresja, samookaleczenie pod różnymi postaciami. Niestety, między innymi w ten sposób nauczyłam się radzić z poczuciem samotności, niedopasowania, stresem.
Kiedyś ratowały mnie zainteresowania, nawet jeśli rozwijałam je w samotności. Dzisiaj nie widzę w nich sensu. Właściwie nie widzę go w niczym, poza jako takim przetrwaniem kolejnego dnia i dbaniem o to żeby nie zawieść tych kilku osób którym jeszcze na mnie zależy (?). Pomagają też nauka i codzienne obowiązki, bo przeciez nikt za mnie nie zda matury, nie posprząta w domu itp. A i do tego często ciężko mi się zebrać. Moje życie jest cholernie puste, ciężko mi się czyms zainteresowac, bo wszystko wydaje się być takie bez sensu.. Niby próbuje biegać, udzielam się w schronisku dla zwierząt, niby też chodzę do swojego wymarzonego biol chemu, a w praktyce przez większość czasu użalam się nad sobą, albo gapię się bez sensu w sufit/telefon. I za nic nie potrafię tego zmienić. Nie dziwię się więc, że inni nie mają ochoty mną rozmawiać, bo o czym? Jestem totalnie szara i nijaka, mało komunikatywma, nie wiem co i kogo lubię, nie wiem nawet jaki mam charakter, bo pogubiłam się już w tym wszystkim
Najlepsze jest to, że kiedyś fakt bycia samotnikiem mi nie przeszkadzał ani trochę.. Wręcz przeciwnie, czułam się z tym faktem dobrze, dopóki ktoś nie zwrócił mi o to uwagi Często bardziej czuję potrzebę nieodstawania od reszty, niż autentycznie mam ochotę nawiązać z kimś relacje. I tak jestem rozbita pomiędzy chęcią posiadania większej ilości ludzi wokół siebie, a chęcią przebywania w samotności właśnie.
Nie miałam pomysłu, gdzie mogę dodać swój post, na forum trafiłam przypadkiem. Wiem, że jest on długi, ale chcialam dokładnie opisać sytuację. Proszę o radę, kopa w tyłek na ogarnięcie się, cokolwiek, żeby mieć jakiś punkt odniesienia. W głowie mam totalny mętlik..
PS1: Nie jest tak, że patrzę na innych z góry czy ich nie lubię ( co mi kiedyś zarzucono ), chociaż zdaje sobie sprawę że mogę być tak postrzegana. Większość osób z mojego otoczenia akceptuje, sporą część nawet lubię. Staram się być miła dla innych, widzieć ich pozytywne cechy, cieszę się jak uda mi się z kimś porozmawiać.
PS2: Na terapię chodziłam w związku z zaburzeniami odżywiania głowie, jednak zakończyłam ją kilka miesięcy temu. Depresja także stwierdzona przez specjalistę, nie wyczytana w internecie ( niby oczywiste, ale jednak nie dla wszystkich :') )
Forumowiczka
01-03-2020, 12:09:27

No patrz jaki ten świat głupi.
Ty chciałyś mieć lepszy social skill a mnie wkurza obecność ludzi....
Leczysz sie na depresję? Jak tak to wspomnij o tym terapeucie
gość
01-03-2020, 12:39:48

Ludzie są źli masz pare osób zaufanych to sie ich trzymaj po co ci rzesza ludzi falszywych
Początkująca
01-03-2020, 20:54:37

oo widzę, że nie tylko ja mam ten problem. Czytając twój post poczułam, że jesteś moją bratnią duszą, bo mam dokładnie tak samo, i nic nie mogę z tym zrobić. Też mam 18 lat, biol chem i te sprawy :D Staram się szukać jakiś zainteresowań, by nie być smutnym szarym człowiekiem, ale kiedy wydaje mi się, że coś dla siebie znalazłam, po czasie zaczyna mnie to męczyć. Czasem, żeby odreagować i oderwać się od samotności, którą mam wrażenie, że sobie czasem nadzwyczajnie wmawiam, próbuję ''wyjść'' do ludzi i idę na imprezę, gdzie zazwyczaj poznaję nowe osoby. Innym przychodzi to tak łatwo... a mi? by być przy kimś sobą, musi minąć chyba wieczność, a potem się dziwię, że dla wszystkich jestem obojętna. Pociesza mnie fakt, że trzymam się w grupce osób, które znam już od 9 lat. Nie mogłabym wymarzyć sobie lepszych przyjaciół. Jednak ostatnio, w ich obecności przestałam czuć jakąkolwiek przyjemność. Mam wrażenie, że jestem tam tylko dlatego, że kilka lat temu potrafiłam się z nimi dogadać. Kiedy ktoś proponuje mi, żeby gdzieś wyjść, szukam nawet najgłupszej wymówki, by zostać w domu. Tak jak Ciebie, każde spotkanie, każda rozmowa kosztuje mnie tyle stresu, że czasami mam wrażenie, że przestaję nad tym panować. Też mam totalny mętlik, bo jednak męczy mnie to, że nie potrafię się odnaleźć wśród ludzi, a często sama uciekam od rozmów czy spotkań- nadzwyczajnie wybieram samotność.
Z całego serduszka chciałabym Ci jakoś pomóc,bo wiem co czujesz, ale nie wiem jak. Ja sobie tłumaczę, że wszystko dzieje się po coś. Może to znak, że same powinniśmy choćby nie wiem co, wziac sprawy w swoje rece i się ''przełamać'' ,zacząć rozmawiać z ludźmi o najmniej istotnych rzeczach, by się w końcu otworzyć?Bo jeśli ty nie bedziesz próbować, nie ma szans, że ktoś bedzie chciał Ciebie ''otworzyć'' bez twojej pomocy. Trzeba wziąć łeb do góry, jesteś na biolchemie, to znaczy, że jesteś silna i mądra babka! z kolei, patrząc na to z innej perspektywy, może taki jest po prostu nasz los, takie mamy charaktery i nic już tego nie zmieni? A może to po prostu to taki czas, który prędzej czy później minie..... pozdrawiam cieplutko
Wtajemniczony
02-03-2020, 09:05:26

Jak już wszyscy się odzywają to i ja też się odezwę, jest dużo ludzi którzy giną w tłumie i nie mają wielu znajomych, ale czy na prawdę potrzeba nam ich zbyt wiele? wystarczy jedna czy dwie osoby zaufane, tak jak Assasyn pisze ludzie są teraz bardzo fałszywi i patrzą tylko na profity które mogą czerpać ze znajomości...
Walcz,Kochaj,Cierp,Umieraj...
gość
17-03-2020, 12:44:57

Treść zablokowana przez moderatora

zaloguj się, aby dodać odpowiedź

Reklama:
Reklama:
Reklama: