Syn nie wyraża zgody na jakikolwiek ośrodek. Byłam z nim na wizycie u psychiatry. Myślałam że wspólnymi siłami uda się go namówić na szpital. Niestety. Psychiatra zaproponował wspólne wizyty u jego psychologa. Zaznaczam że na oddział dzienny chodzi w kratkę a swojego psychologa ostatnio unika jak ognia /bo coś zaczął wymagać w związku ze skończeniem szkoły/. Udało się jednak pójść. Cały aż się trząsł przed tą wizytą. Na początku mówił mądre rzeczy, opowiadał jak się czuł w różnych sytuacjach, przy moich jakiś tam zachowaniach. Miał wiele racji ale kiedyś jak zaczął leczenie wyjaśniłam z nim te rzeczy, zauważyłam że nawaliłam w wielu sytuacjach, przyznałam się do tego i przeprosiłam. Tereaz mogę tylko pomóc mu z tego wyjść. Reszta wizyty u psychologa przebiegła w tonie oskarżenia i zemsty, mam przeżywać to co on, czuć się jak on, w ogóle to mam sama zaburzenia i Bóg wie co jeszcze. Neguje wszystko i wszystkich. Dopiero jego psycholog uświadomiła mi że moje dziecko ciągle mnie krytykuje, wszystko co zrobię, powiem, jest źle, jakbym się nie starała mu ulżyć, pomóc to wszystko jest za mało. Jeżeli mam odmienne zdanie na jakiś, nawet błachy temat, jestem wrogiem publicznym numer jeden. Powinnam czuć się jak on, chodzić do pracy i go utrzymywać i cicho siedzieć bo nabroiłam i mam pokutować do końca życia. Cos się od niego wymaga i potrafi sobie tylko w ten sposób radzić. Oskarżyć, zastraszyć, zmanipulować. Dziwne że ojca o nic nie oskarża a mniałby o co. Ojciec jednak daleko i niestety syna ma gdzieś. Mieszkam w Zachodniopomorskim więc jeśli ten ośrodek jest gdzieś w okolicy to bardzo proszę o namiary.