Reklama:

Wieczne negatywy na temat wygladu (7)

zaloguj się, aby wykonać akcję na forum

Forum: Kółko wsparcia psychicznego

Początkująca
19-04-2022, 09:10:37

Hej kochani,
Pisze tutaj ponieważ potrzebuje wsparcia, nie daje sobie już ze soba rady. Wstydzę się porozmawiać o tym z partnerem.
Kiedyś mialam wysoka samoocene, zawsze były jakieś kompleksy ale mialam sie za ladna dziewczynę. Podrywało mnie również kilku chłopaków w czasach gimnazjum/liceum. Przynajmniej tak to zapamiętałam, ale może to fikcja? Zawsze znajdowały się te "piękne i popularne " dziewczyny które nigdy nie chciały się ze mna zadawać, obgadywaly. Zawsze czułam się wśród nich gorsza, ale tłumaczyłam to tym ze jestem zwyczajnie mniej atrakcjna.
Dzis mam 27 lat a od kiedy skończyłam 20 nie potrafię ze sobą żyć. Przez ostatnie 7 lat słyszę notorycznie komentarze od różnych ludzi, tych znajomych i nieznajomych, na temat mojego wyglądu, co wpędza mnie w tak duże kompleksy ze nie potrafię już wytrzymać w swoim ciele.
Wiele razy uslyszalam już ze mam mala głowę, ogromne uszy, niedorozwinięta szczękę, mala i wycofana brodę, brzydkie piersi, okropne duże dłonie i stopy (mam deformacje stawow, choroba nie potwierdzona), dziwnie zbudowana czaszkę, krzywe brzydkie zolte zeby i krzywy zgryz, opadajace powieki.
Uslyszalam również wiele razy ze długość/kolor wlosow mi nie pasuje i powinnam zmienić. Probowalam już wszystkich kolorów, zawsze jednak słyszę tekst "nie pasuje Ci to" - włącznie z naturalnym kolorem.
To samo jest z okularami, mam wadę wzroku i nosze okulary a z powodu malej twarzy żadne nie pasują dobrze - słyszałam komentarze ze nie pasuje mi to i powinnam miec soczewki. Za każdym razem jak latem kupuje sobie okulary przeciwsłoneczne, to również ciągle słyszę docinki czy "nie za duże te okulary bo zle wyglądam" mimo ze biore najmniejsze z możliwych..
Od roku staram się medytować, raz wychodzi lepiej raz gorzej. Staram się wmawiać sobie ze i tak nic więcej nie jestem w stanie z tym wyglądem zrobić i muszę się cieszyć z tego ze potrafię normalnie funkcjonować i żyje.. Ale kiedy słyszę po raz kolejny takie komentarze.. mam ochotę umrzeć.
Niedawno mialam urlop na który pozytywnie nastawiałam się od dłuższego czasu, wydawało mi się nawet przez chwile ze tymczasowo przestałam przejmować się tym jak wygladam, nie myślałam o tym tyle, a wręcz wydawało mi się ze wyglądałam ładnie. Pewnego wieczoru poszlam do klubu ładnie ubrana i pomalowana - nie wpuścili mnie..
Poszlam zatem do baru z moim narzeczonym, kiedy on poszedł po piwo a ja siedziałam przy stoliku, smutna poprzednim zajsciem, dosiadł się do mnie jakiś facet, pierwsze co pomyślałam to ze chce mnie poderwać. Powiedziałam ze miejsce jest zajęte. Odszedł do stolika obok. Kiedy przyszedł mój narzeczony ten facet przysiadł się do nas i przy moim facecie zapytał czy mam 11 lat, popatrzyłam na niego i nie odpowiedziałam, zapytal czy w takim razie 15. Udalam ze nie słyszę, zrobiło mi sie glupio, po czym jak narzeczony odgonil tego faceta, zapytałam o co mnie pytał, bo " nie dosłyszałam".
Moj narzeczony wiedząc jak byłoby mi przykro, powiedział ze ten facet mówił coś o swoim kumplu i o tym ze podryw mu nie idzie. To nie była prawda. Zrobiło mi się glupio, widzialam jak mojemu facetowi było glupio i przykro, bo przecież każdy chce mieć piękna kobietę.. A tu obcy pyta czy mam 11 lat w barze, kiedy jestem pomalowana i ubrana ładnie.
Zaczelam nad tym rozmyślać. Nie zliczę ile osób powiedziało mi w życiu ze wyglądam młodo. Sama również to zawsze widziałam, ale myślałam ze ludzie dają mi przynajmniej te 16-18 lat a nie 11... I to kiedy mam mocniejszy makijaż. Zabolało bardzo.
Na urlopie widziałam się z rodziną i znajomymi z którymi nie widziałam sie kilka lat. Wszyscy powitali mnie tekstem "nic się nie zmieniłaś". Moja babcia powiedziała ze wyglądam nadal jak na zdjęciu na którym mialam krótkie wlosy - no i 9 lat.
Zaczelam się zastanawiać czy nie jestem uposledzona, mam dość mojego życia. Ja na prawdę próbuje cieszyć się tym ze zyje, ze słyszę, mówię, czuje, widze.. Ale nie potrafię kiedy ciągle słyszę takie komentarze. Nawet na rozmowach kwalifikacjnych o pracę widzę, ze ludzie się dziwią kiedy przychodzę na spotkania o "poważniejsza pracę", nikt nie chce brac mnie do tych odpowiedzialnych prac, zawsze dostaje te gorsze, lub wcale.
Zrobiłam sobie rok temu operacje biustu o której marzyłam i na ktora odkladalam pieniądze wiele lat, ponieważ od zawsze robiłam wszystko w staniku z powodu piersi tubularnych i nasze życie seksualne nie było satysfakcjonujące a ja zle sie ze sobą czulam. Myślałam ze poczuje się kobieco. Chwile po operacji tak się czulam. Natomiast po jakims czasie znowu słyszałam komentarze, również takie ze te piersi mi nie pasuja ( nie sa duze, male C, nie noszę nawet wielkich dekoltow). A po ostatnich docinkach czuję się z tym jeszcze gorzej, czuje ze ludzie patrzą na mnie jak na dziwoląga, czuje się glupio z tym ze zrobiłam piersi a wyglądam na 9 lat..
Co roku wykonuje różne badania, nikt nigdy nie wykrył mi żadnej choroby. Nie rozumiem co się zadzialo bo kilka lat temu wydawało mi się ze jestem interesująca, dostawałam uwage i komplementy od innych.. Dziś słyszę tylko negatywy. Jedyna osoba która mówi ze jestem piękną kobietą, jest moj narzeczony z którym jestem 8 lat.
Nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim. Wpadam w paranoje poniewaz nie wiem czy kiedyś nie zauwazalam tego jak wygladam, a komentarze innych interpretowałam w zly sposób z powodu zawyzonej samooceny, czy moze z biegiem lat dostałam jakiegoś uposledzenie /zbrzydlam tak bardzo. Moj dzien i moje myśli w 98% obracaja sie wokół wyglądu.
Dodam ze staram się o siebie dbać na każdej płaszczyznie, ale nie przeskoczę tego ze mam np. mala twarz czy krzywe zdeformowane dłonie czy stopy.
A po zajściu z nie wpuszczeniem do klubu, facetem w barze i komentarzach od znajomych ze nic się nie zmieniłam, w tak KRÓTKIM czasie, wstydzę się iść ulica jeszcze bardziej niz przed urlopem, a co dopiero wejść do baru, zamówić piwo czy kawę, wyjść do klubu, zaczelam się nawet wstydzić spotykania ze znajomymi, wstydzę się ubrać seksownie bo przecież 9 latce nie wypada i ubieram się zwyczajnie. Wstydzę się isc na rozmowę kwalifikacyjną (szukam teraz nowej pracy). Wstydzę się przed partnerem, boje się ze jest ze mna z litości (choruje na depresję od kilku lat) a nawet jeśli wydawało mu sie ze jestem ładna, to ze ten obcy facet utwierdził go w tym ze jednak jestem brzydka i wyglądam na dziecko. Dodam jeszcze, ze w ten sam wieczor, mojego narzeczonego przy barze zaczął podrywać jakis facet który powiedział mu ze jest piękny i atrakcyjny oraz ze wygląda bogato. Tak bardzo mi wstyd, tak bardzo mi zle. Ja dostalam obelgi a on komplement... I to od faceta...
Od jakiegoś czasu chodzę co jakiś czas do psychologa, wmawiam sobie sentencje ze jestem piękną, wartościowa, wystarczająca kobieta.. Natomiast to wszystko na nic, bo ludzie nadal mnie komentują, nie czuję się kobieta, nie czuję się nastolatka, zaczynam czuć się jak male dziecko. Czuję się uposledzoną, szkaradną dziewczyną. Jak sobie z tym poradzić? Jak o wygląda z perspektywy czytelnika? Czy moja ocena kiedyś mogła być tak bardzo zawyzona ze nie widziałam tego jak wyglądam i faktycznej oceny innych ludzi? Dlaczego ludzie sa tak podli? Nigdy nie skomentowałam nikogo zle, a wrecz zawsze starałam się zwrócić uwagę na pozytywy w czyims wyglądzie czy też charakterze, niestety dostaje zupełnie inne komentarze i reakcje, niz te które sama daje innym..
Komentator
19-04-2022, 14:53:52

Cześć, przykro mi, że tak bardzo inni wpływają na twoje poczucie własnej wartości.Może trzeba zmienić znajomych ? Z tego co się orientuję prawdziwi przyjaciele, znajomi, koledzy raczej wspierają i budują poczucie własnej wartości i pewności siebie poprzez swoje pozytywne zachowania względem nas.Jakby tego mało bardzo dokłada to w depresji, która sama z siebie redukuje poczucie pewności, atrakcyjności i zmniejsza chęć życia.Dobrze robisz, że medytujesz... głębokie oddychanie dotlenia i stymuluje fale mózgowe theta o wysokiej częstotliwości.Dochodzi do jasności umysłu, przytomności i poprawy stanu zdrowia.Walcz o siebie... staraj się nie brać do siebie uwag innych.Staraj się budować swoje ego przy użyciu wszystkich możliwych czynności, bo musisz znać swoją wartość i ją pielęgnować do tego stopnia, iż nikt nie będzie wstanie cię zaburzyć pod tym kątem.
Powodzenia
Nadzieja jako światełko w tunelu... umiera razem z nami, by dać nam nowe życie wieczne.
Początkująca
21-04-2022, 10:51:34

Dziękuję za słowa wsparcia..
Tu nie chodzi nawet o znajomych, wycofalam sie z życia społecznego i nie mam ich za wiele, ale rodziny z którą się widzimy raz na kilka lat czy starych znajomych z rodzinnego miasta nie jesteśmy w stanie uniknąć, obcych ludzi którzy sami sie do nas odzywaja rowniez nie.. I to jest właśnie to, ja nie potrafię nic z tym zrobić ani tego zmienić..
Czy myślisz ze mogłam kiedyś mieć tak zawyzona samoocene ze zle interpretowałam ludzi i komentarze, czy jednak bardziej możliwe jest to z wiekiem bardzo zbrzydlam? Czy jest możliwe ze moj facet tego nie widzi?
Zastanawiam się czy jest możliwe to ze jestem osobą uposledzona? Jak jeszcze moglabym to sprawdzić?..
Od ostatnich zajść na wakacjach czuję sie tragicznie kiedy na mnie patrzy, czuje ze mnie obserwuję.. Nie wiem juz czy to moja paranoja, czy na prawdę przygląda mi sie bo zauwazyl to o czym mowil facet w barze. Kiedyś moj narzeczony też powiedział mi ze za każdym razem jak idziemy razem po piwo to sprawdzaja nam obu legitymacje, a jak jest sam to nigdy..
Za każdym razem kiedy jesteśmy niezgodni, zdenerwuje się na niego.. To mam wyrzuty sumienia bo moj tok myslenia idzie w strone "zamknij sie bo cie zostawi, jesteś tak okropna ze nie powinnas miec odmiennego zdania, zniechecisz go tak jak i innych". Czuję ze wszystko co przepracowałam za pomocą medytacji w ciągu ostatniego roku zniknelo. Nie chcę mi się wstawać z łóżka bo wiem ze będę musiala Zmierzyć się z moim wyglądem, przestałam szukać pracy bo boje sie kolejnych spojrzeń i rozczarowan. Dawno nie czułam się tak zle jak teraz.. Żałuję ze poszliśmy do tego baru, najchętniej wróciłabym do tematu.. Ale co mi z tego? Chyba lepiej nie wracać, bo co ja powiem? Mam przeprosić za to jak wyglądam? Jest ze mna 8 lat to chyba wie jaka jestem..
Komentator
22-04-2022, 13:52:29

Według mnie nigdy nie miałaś zawyżonej samooceny.Sądzę, że właśnie od niedawna zaczęłaś dostrzegać więcej niż kiedykolwiek dostrzegałaś.Może to być zaburzone z powodu zaburzeń.Dodatkowo możliwe, że choroba coraz częściej cię atakuje przez to czujesz się jak opisujesz.Ciągłe analizy własnej osoby są całkowicie nieodbiegające od norm własnej choroby i / lub zaburzenia.Jestem pewny, że twój natłok myśli i możliwe urojenia są spowodowane chorobą na którą cierpisz.Mogą i dochodzą dodatkowe bodźce zewnętrzne, które sprawiają, że czujesz się jeszcze bardziej nieatrakcyjną i nie wartą uwagi.Potrzebujesz dużo wsparcia, żebyś miała siłę do walki o siebie.Masz takowe wsparcie ?
" Od jakiegoś czasu chodzę co jakiś czas do psychologa, wmawiam sobie sentencje ze jestem piękną, wartościowa, wystarczająca kobieta.. "
Dobry ruch z twojej strony... Musisz budować swoje ego.Tutaj najbardziej na to wszystko pomogłaby psychoterapia.Pomogłaby ci zaakceptować siebie samą i zredukowałoby to większość twoich negatywnych objawów.
" Jak sobie z tym poradzić? Jak o wygląda z perspektywy czytelnika?  "
Lekami i terapią.Dla mnie twoje wypowiedzi są adekwatne do tego przez co przechodzisz.Czuć tutaj depresję, która objawia się właśnie poprzez zaniżone poczucie własnej wartości, pewności siebie, ciągle myślenie, że nie zasługuje na uwagę innych, że inni rozmawiają na mój temat, że będzie tylko gorzej.Trzeba wdrożyć naprawdę wiele aby pozbyć się tych negatywnych odczuć.
Nadzieja jako światełko w tunelu... umiera razem z nami, by dać nam nowe życie wieczne.
Początkująca
28-04-2022, 08:48:16

"Według mnie nigdy nie miałaś zawyżonej samooceny.Sądzę, że właśnie od niedawna zaczęłaś dostrzegać więcej niż kiedykolwiek dostrzegałaś.Może to być zaburzone z powodu zaburzeń."
Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź, milo ze poświęciłeś czas na przeczytanie moich wypocin i jeszcze odpisałeś. Dziękuję. To dla mnie dużo znaczy bo nie mam nikogo komu mogłabym to napisac. Nie mam pracy więc nie stać mnie na chwilę obecna na psychologa, wariuje ze sobą.
Czy psychoterapie wdraża psycholog czy psychiatra? Moje dotychczasowe wizyty u psychologa polegały na tym ze ja mowilam i ryczałam, a psycholog przytakiwal. Chyba nie taka psychoterapie masz na myśli?
Często ostatnio analizuje, czy to jest tak jak mówisz zaburzenie przez depresję i natlok negatywow czy zaburzenie całej mojej przeszłości. Ciężko mi na to odpowiedzieć i boje się ze moze to juz jest nawet schizofrenia?
Z jednej strony wydaje mi sie to niemożliwe, bo nie słyszę /nie widze nic czego widzieć lub słyszeć nie powinnam, ale z drugiej strony.. Wracam myślami do przeszłości, widze niektóre sytuację i zastanawiam się czy mnie nie popier***... Poważnie.
Za czasów kiedy jeszcze czułam się atrakcyjna, mialam chłopaka, byliśmy razem 2 lata. On mial od początku swoje duże grono znajomych, ja mialam 3 najblizsze koleżanki. Nasz związek od początku nie był akceptowany - jak byliśmy razem to owszem ludzie byli mili, ale za plecami obgadywali. Nie należałam do ich świata. Jego ekipa z tego co kojarzę nie przygarnęła mnie do siebie, a kiedy się z nim rozstałam to wszyscy sie ode mnie odwrócili, mimo ze to on mnie krzywdzil i zdecydowałam odejść. Jego matka na mojej 18 powiedziala ze szkoda ze moja koleżanka Agata nie jest z jej synem zamiast mnie. Agata była zawsze "super laska" bardzo urodziwa i lubiana dziewczyna. Wiadomo, było mi wtedy przykro, ale nie czulam tego w ten sposób co dziś kiedy o tym myślę. Kiedyś czulam ze mamy inne grono znajomych, jego świat jest inny niz mój i ze nie wszyscy ze wszystkimi się dogadaja. Dzis? Dziś widzę ze nie byłam wcale akceptowana przez jego znajomych i matke, ze nie utrzymywałam z nimi kontaktow bo mnie nie chcieli - to nie byl moj wybor. Kiedyś myślałam ze jestem wybredna i nie ze wszystkimi się dogadam, ale ze to zawsze jest moj wybor, a mialam swoje male grono przyjaciół z którymi utrzymywałam kontakt i bylo mi z tym okej. Dziś nie mając nikogo, widze to zupełnie inaczej : to ludzie mnie nie chcieli, to oni mnie nie dopuscili. Ja nie mialam żadnego wyboru. Dzis zastanawiam się czy to nie przez to ze jestem tak brzydka osoba. Nawet nie potrafię stwierdzić czy wtedy juz mialam te moje okropne deformacje stawow - czy nie. Jeśli mialam, to wtedy też tego nie widziałam, dziś wstydzę się "manewrować" dlonmi przy innych ludziach, bo moje dłonie sa bardzo krzywe i powyginane.
Wywlekam takie malo istotne wspomnienia i całkowicie zmieniam ich postrzeganie, czuje jak te wszystkie wspomnienia mnie atakuja a ja czuję się jak kretynka, bo czuje ze dopiero tu i teraz otworzyły mi się oczy.
Przez dlugi czas obwinialam o wszystko mojego faceta, myślałam ze to jego wina ze nie mamy znajomych, myslalam nawet ze on nie jest za bardzo urodziwy. Dziś widzę ze to ja nie jestem urodziwa. Widzę ze to ja mam malo do powiedzenia. To ze mna nie da sie dyskutować, to ja mam mala wiedzę.
Nie wiem czy to nie kolejna paranoja, ale od czasu sytuacji w barze kiedy tamten facet skomentowal moj wiek i wyglad, to mam wrażenie ze moj facet mnie bardziej obserwuje. Wydaje mi się ze przygląda mi sie, jak mowie, patrzy jaka mam mimike, widzi moj krzywy zgryz i patrzy bardziej na moje dlonie.. Mam wrażenie ze testuje mnie pod wzgledem wiedzy, tak jakby mówił coś chcąc zobaczyć co ja będę miala do powierzenia. No i w ostatnim czasie - nie mam nic do powiedzenia. Tak jakbym straciła umiejętność rozmawiania i dyskutowania. Potrafię glupio przytaknac albo cos potwierdzić. Nie mam nic do powiedzenia, w żadnym temacie. Moja wiedza jest.. Mala. Jest mi za siebie tak bardzo wstyd. Nigdy nie czułam się az tak zle ze sama soba. Rok temu czułam się bardzo zle, pojawiły się różne myśli o odebraniu życia - nie doszło nawet do prob bo jestem tchorzem i gdzieś wiem ze chcialabym żyć, ale inaczej. Ale rok temu czułam się inaczej, czulam ze świat mnie przygniata, ze tone, ze jestem ofiarą. Dzis czuję ze świat mnie przygniata 2 razy bardziej ale jednocześnie duza uwage kładę na to ze ja, moj wyglad i teraz juz nawet charakter - zgniatają mnie na rowni ze światem, bez litosci. Rok temu było mi się szkoda, dziś czuję ze to wszystko jest moja wina, tylko ja jestem sobie winna. Czuje zal do świata jedynie o to ze moj wygląd nie moze byc normalny, ze musze tak wygladac. Ale czuję się winna za to ze nie widziałam tego jak na prawde wyglądam - wcześniej. To mnie dobija dodatkowo każdego dnia. To ze czułam sie atrakcyjna, ładniejsza od niektórych. Dziś patrząc na siebie mam ochotę płakać bo wszystko co ludzie mówią się zgadza. Uklad mojej twarzy jest śmieszny, ten krzywy zgryz.. wyglądam nieludzko, do tego zdeformowane stawy i cala reszta. Wstyd mi za siebie, ze moglam myśleć ze podobam się facetom. Wstyd mi przed moim facetem. Nie potrafię go o to zapytac, a najbardziej ciekawi mnie to czy on jest świadomy ze wyglądam jak osoba uposledzona. Zeszliśmy się jako gówniarze w wieku 19 lat, wygląd się wtedy jeszcze zmienia,nic nie jest ukształtowane, spostrzeganie siebie było inne. Ale co jest teraz? Kiedy ja wyglądam tak samo, a nawet o wiele gorzej majac prawie 30? Jesteśmy razem tyle lat a przez większość tego czasu były problemy seksualne, zawsze kiedy ja coś zaczynałam - nie było nic, nie stawal. Kiedy on chciał - spoko. Ta sytuacja powtarzała się przez prawie cały nasz związek. Na początku myślałam ze to jego wina, tak też mowil, ze podobam mu sie a problem leży w nim. W poprzednim związku uprawialiśmy ciągle seks, ciągle i wszędzie dlatego wierzyłam w to co mówił obecny. Ale z biegiem lat sytuacja się nie zmieniała a moja samoocena legła w gruzach i zwłaszcza teraz czuję że to była moja wina. Wydaje mi sie ze on mógł nie tolerować mojego wyglądu tak bardzo ze mu nie stawal. Czuję ze to przez to jak wyglądam. Dzis odmawiam zbliżeń bo czuje się jak potwor.
Moj facet zna moja historie, wie ze nie mialam w życiu lekko. Podczas naszego związku wielokrotnie mialam gorsze czasy, on wie o mojej depresji i fobii.. Wydaje mi się ze jest ze mna tylko ze względu na to. Ze on po prostu wie ze po rozstaniu mogłabym się zabić. Nie, nie szantażuje go, nigdy tego nie robiłam, ale myślę ze po prostu wie ze jesli go stracę to nie zostanie mi nic, wie ze jestem slaba i nie przetrwam. Moze dlatego jest ze mna?
Zrozumiem jesli nie przebrnąłeś przez kolejne wypociny i nie odpiszesz. Ale musiałam to z siebie wyrzucić bo od kad wstalam jestem w tak zlym stanie ze chodzę i placze, dawno nie plakalam bo odczuwalam blokady. Dziś jednak płaczę, uzalam się nad sobą i życiem zamiast szukać pracy, boje się szukać pracy, boje się wyjść do ludzi, eh ale za co zyc...
Komentator
30-04-2022, 13:39:45

Pozwolę sobie wybrać te w moim oczywiście mniemaniu, najistotniejsze przez ciebie poruszone sprawy.
Rozbijam na części... wkładam w cytat.
" Czy psychoterapie wdraża psycholog czy psychiatra? Moje dotychczasowe wizyty u psychologa polegały na tym ze ja mowilam i ryczałam, a psycholog przytakiwal. Chyba nie taka psychoterapie masz na myśli? "
Odpowiem w ten sposób, iż sam dowiadywałem się podczas wizyt online z psychiatrą odnośnie psychoterapii.Biorąc pod uwagę iloś i mechanizmy konkretnych psychoterapii ( każda uruchamia własne procesy ), bardzo wyogolniłem pojęcie i po prostu spytałem o psychoterapie dla siebie.Spotkałem się z odpowiedzią, że w moim przypadku nie będzie potrzebna jakakolwiek psychoterapia, i dalej już nie brnąłem, bo nie było po co.W każdym razie spytać można psychiatrę o terapie dla siebie, i można także wdrożyć odpowiednie, że tak ujmę, tematy do zrozumienia dla bliskich mieszkających z daną osobą.Tak aby wiedzieć jak się zachowywać w relacji chory - zdrowy, tak aby nie dokładać tylko pomóc swoją wspierająca postawą.Teraz twoja relacja jest dobrą... warto ją pielęgnować.Warto dawać upust emocjom w zdrowy płaczący sposób.To naturalny ruch w celu rozregulowania napięcia psychicznego i emocjonalnego, a nawet duchowego, gdyż są również cierpienia o tym charakterze.Ostatecznie wszystko w zależności od tego kim ty w ogóle jesteś.Ku temu oczywiście jest potrzeby wywiad z tobą.Możesz zapytać o terapie np poznawczo - behawioralną dla siebie.Warto także byłoby poczytać teraz żeby mieć wiedzę, jak to w ogóle działa.
" Często ostatnio analizuje, czy to jest tak jak mówisz zaburzenie przez depresję i natlok negatywow czy zaburzenie całej mojej przeszłości. Ciężko mi na to odpowiedzieć i boje się ze moze to juz jest nawet schizofrenia?
Z jednej strony wydaje mi sie to niemożliwe, bo nie słyszę /nie widze nic czego widzieć lub słyszeć nie powinnam, ale z drugiej strony.. Wracam myślami do przeszłości, widze niektóre sytuację i zastanawiam się czy mnie nie popier***... Poważnie. "
Podejrzenia są naturalne... każdy według mnie musi przeanalizować siebie i ty to robisz, i bardzo dobrze, bo chcesz siebie lepiej rozumieć ( stany, objawy psychiczne, somatyczne itp ) i szukasz dla siebie odpowiedniej pomocy.W twoim przypadku trzeba byłoby zmobilizować się i ułożyć pytania, i pójść z nimi do specjalisty.Takie szukanie, porównywanie, potrafi namieszać w głowie do tego stopnia, iż sama siebie diagnozujesz.
---
Teraz... życie przeszłością, tym co było, bo kiedyś tam nie było zaburzone.To normalne w przebiegu większości zaburzeń psychicznych, iż człowiek żyje przeszłością, bo teraźniejszość jest zbyt bolesna, więc ucieka się do przeszłości, zamiast skupić się właśnie na tym co teraz, aby mieć wpływ na przyszłość, skupić się, bo teraz nadszedł czas na walkę.Spróbuj we własnym zakresie zmienić myślenie.Warto robić ruchy samemu.W przyszłości będzie się lepiej z tobą pracować, gdy będziesz mniej więcej nastawiona na sukces.
Na koniec... całokształt wypowiedzi.
Według mnie musisz siebie na nowo poznać, dlatego że bardzo dużo się zmieniło.Masz różniące się stany, od tych, które były dawno temu.Te stany wpływają na rozumowanie, tym samym, zmienia się myślenie, a wraz z tym zachowujemy się w odmienny sposób.Na początek dobrze by było gdybyś spróbowała schować przeszłość na rzecz teraźniejszość i przyszłość.
Nadzieja jako światełko w tunelu... umiera razem z nami, by dać nam nowe życie wieczne.
Komentator
30-04-2022, 22:37:01

Dodam...
zastanawiające jest to ciągle myślenie o swoim własnym wyglądzie.Gdy czytam twoje wypowiedzi dochodzę do wniosku, iż potrzebujesz zbudować poczucie własnej wartości, tudzież pewności siebie, gdyż wszystko to wynika z możliwego ukształtowanego wzorca myślowego, który był kształtowany latami gdy byłaś w związkach i nie tylko, bo może także wynikać z jakiejś przypadłości.To myślenie jeszcze nie jest o charakterze obsesyjnym, jak ma to miejsce w dysmorfofobii.To myślenie da się zmienić przede wszystkim terapią.
Nadzieja jako światełko w tunelu... umiera razem z nami, by dać nam nowe życie wieczne.

zaloguj się, aby dodać odpowiedź

Reklama:
Reklama:
Reklama: