Jestem tu nowy, szukam wskazówek na dalszą drogę.
Podziele się z Wami historią, której nie chciałbym pamiętać.
Opowiem co się działo na przestrzeni mniej więcej ostatniego roku.
Nie będzie to wesoła historia, ciężko mi się o tym piszę nawet anonimowo.
Mam 25 lat, byłem osobą wesołą, towarzyską, lubianą.
Jestem rodzajem człowieka " samouka ", który interesuje sie wszystkim po trochu, czerpie wiedzę
z róźnych źródeł na różne tematy. Jak to młody chłopak, lubiłem wyskoczyć
ze znajomymi gdzieś na impreze, ale nie byłem jakimś amantem czy coś.
Miałem kilka dziewczyn, ale mimo, iż nie jestem ani brzydki, ani głupi, ani drętwy
stroniłem od związków, nie angażowałem się emocjonalnie. Owszem czasem coś się wyrwało
na krótką przygodę, ale nie było tego wiele, ani często.
Było kilka fajnych i naprawdę ładnych dziewczyn, które by chciały ze mną spróbować, ale
ja zawsze niechętnie do tego podchodziłem. Nie dlatego, że jestem homo nie wiadomo,
tylko szukałem zawsze czegoś więcej, jakieś wyjątkowości, po prostu musiałem
poczuć tego " bluesa ", zeby się przed kimś otworzyć, zaangażować się i poświęcić.
I w moim przypadku były tylko trzy takie dziewczyny, przy których się czułem inaczej, lepiej.
Fabiola ( czułem coś do niej, chociaż to był tylko wakacyjny romans w 2010 roku ).
Potem była Edyta, jedyna z którą rozstałem się w normalnych okolicznościach, no i niedawno była Marta.
Martę poznałem w 2015 roku w październiku.
Ona miała właśnie to coś, te coś więcej od innych dziewczyn, cos co mnie do niej pchało.
Czułem się przy niej rewelacyjnie, bylo mi dobrze, przeszywała Mnie błogość,
euforia, poczucie bezpieczeństwa, emitowała takie nadzwyczajne ciepło.
W pewnym momencie zaczęło się powoli sypać, jak to bywa.
Zależało mi na niej, chociaz oficjalnie nigdy nie byliśmy parą.
czułem i widziałem że nie jest tak jak powinno
i szukałem sposobu by ją zatrzymać.
Zachowywałem się coraz gorzej.
Dziewczyna mi mówiła, tłumaczyła, ale ja wszystko odbierałem jako atak w swoją stronę
i myślałem " Ty tak ? To ja tak ". I odwet. A ona Mnie nie atakowała tylko mówiła co sie ze mną dzieje.
Wtedy tego nie rozumiałem, nawet nie zastanawiałem się co ona ma na myśli, nie podchodziłem
do jej słów intelektualnie a emocjonalnie, co było olbrzymim błędem.
Zacząłem być coraz bardziej nerwowy z czasem chamski, potem arogancki, parszywy czy bardzo wulgarny jak
cos mi nie pasowało. I w drugą stronę, zeby przeprosić czy jakos Ją zatrzymac przy sobie
byłem słodki, coraz słodszy, az w koncu obrzydliwie słodki i mówiłem do niej jak do dziecka.
Dziewczyna miała " przyjaciółkę " taką jedną, z którą po 11 latach przyjaźń zerwała, gdyż " przyjaciółka "
kazała jej odcinać się od ludzi których kocha itd.
Marta powiedziała "Basta". Ja spędzałem czasem czas z grupą znajomych " od piaskownicy " w tym " przyjaciółką " Mojego Aniołka.
Pewnego Sierpniowego dnia, 2016 roku podczas imprezy pogadałem z tą " przyjaciółką " myślalem ze skoro sie znały tyle lat, pomoże mi
doradzi czy cokolwiek. No i nawieszała na Marte psy, wyprała mi mózg, wszyscy znajomi chórem ją popierali,
żebym pocisnął Marcie, skonczył z nią, bo się pogrążę, bo ona wszystkich sprowadza na dno.
Alkohol plus pranie mózgu zrobiły swoje i wyrządziłem dziewczynie brutalną, psychiczną krzywdę, naprawdę przegiąłem.
I pierwsze tygodnie niby wszystko cacy, ale powoli zaczęły mnie łapać wyrzuty sumienia. Zacząłem płakać, leżeć całe dnie w łóżku.
Nie potrafiłem przyznać się do błędu przed samym sobą, brzydziłem się samego siebie, szukałem ucieczki od tego co zrobiłem.
Wpieprzyłem się w Hazard i Narkotyki. Byleby tylko nie myśleć, mieć zajęcie. I się zaczęło błędne koło.
Przez 23 lata życia byłem antydragi, a nagle Amfetamina stała się nieodłącznym elementem mojego życia, Świat widziałem tna biało, brałem
coraz więcej, grałem na maszynach, a Dragi plus Hazard to niebezpieczne połączenie.
Poznałem kilku kryminalistów, zaczęło brakować pieniędzy, więc zaczęło się wynoszenie rzeczy z domu, zapozyczanie, nawet doszło do tego, że
raz okradłem Mamę. Jakieś chore układy z kryminalistami, którzy zaczęli Mnie doić, aż podchodziło
to pod haracze, jakaś fałszywa ćpunska lojalność.
I tak upadałem na dno, chociaż nie jestem głupi chłopak, wiedziałem,że nic dobrego
z tego nie będzie, ale wolałem to niż myśleć o krzywdzie jaką wyrządziłem Marcie.
Doszło do tego, że w styczniu z drugiego na trzeciego wywieziono Mnie za miasto, Mama do Mnie dzwoniła
a odebrał jeden z tych pseudogangsterków o 2 w nocy i powiedział " Synka nie ma i nie będzie,
synkowi chciało się ćpać i grać to dobrze mu zrobi jak sobie trochę pobiega, rzeczy osobistych spodziewa
się Pani pod koniec tygodnia w skrzynce pocztowej ". Jakoś ich ubłagałem, powiedziałem
ze za tydzień 10 wypłata, to oddam im całą, grozili ze Mnie zakopią jak ich oszukam i odwiezli Mnie do domu, rozmawiali jeszcze z moją mamą.
A, że też znam kilkoro ludzi i to level up od tych pseudogangsterków, nie miałem wyjscia tylko zwrocilem się o pomoc.
No i jakos sie udało, oddałem tyle ile byłem winien.
I Wtedy się zreflektowałem, zapaliła mi się kontrolka, co ja ze sobą robię, do jakiego stanu się doprowadziłem.
Musiałem upaść na samo dno, do samego rynsztoku, stać się ohydnym, przebrzydłym ćpunem, miec nóż na gardle, kraść, nie liczyć się z niczym, by dopiero coś do Mnie dotarło.
A co zrobili wtedy Ci, którzy tak mówili, że skoncze z Martą to będzie wszystko dobrze ?Nic nie zrobili. Bylo dokładnie na odwrót, wszystko się spieprzyło gdy skrzywdziłem Marte,a znajomi nawet nie podali ręki, tylko jeszcze mówili, że stałem się narkomanem, że jestem inny itd. Oczywiście za plecami. A Marta póki nie zrobiłem jej krzywdy, była ze Mną na dobre i na złe. Ostrzegała Mnie, mówiła, tłumaczyła, ale ja byłem głuchy.
Powiedziałem sobie, że tak być nie może, że pora stanąć na nogi i zerwałem kontakty z hazardzistami, przestałem ćpać, odciąłem się od wszystkich.
Wróciłem na orliki, rozpisałem plan działania co robić by znów nie wrócić do tych obrzydliwych nałogów. Jezdzenie rowerem, basen, piłka, powrót do moich pasji, ktore tez Mnie w pewnym momencie przestały interesować. To trudna, ciężka, wyczerpująca psychicznie praca nad samym sobą. Przez cały ten okres od sierpnia do nawet jeszcze teraz, bo chociaz nie cpam i nie gram, to psychicznie jeszcze nie doszedłem do odpowiedniego stanu, na duchu podtrzymywała Mnie robota.
Jedyna rzecz, której nie zawaliłem. W pracy odpoczywałem psychicznie, mogłem się choć na chwilę poczuć dawnym sobą,wrażliwym, nieśmiałym, milym chłopakiem.
I teraz Puenta..
Tak naprawdę przez moje ekscesy cierpiały tylko trzy osoby.Trzy osoby, które byly najbliższe memu sercu. Mama, Tata i Marta.Rodzice cieszą się, że powoli zaczynam odzyskiwac wigor, wiadomo puscili w niepamiec i przymknęlioko na pewne rzeczy, bo pochodzę z biednej, wielodzietnej ale kochającej się rodziny, jednak jestem najmłodszy i moje rodzeństwojuż dawno na swoim, poza granicami Kraju lub Miasta.
Marta nie chce nawet ze Mną porozmawiać, wysłuchac Mnie, od sierpnia się do Mnie nie odzywa.
Ale sam sobie na to zapracowałem, nie mam do niej pretensji, rozumiem Ją, ja na jej miejscu postapiłbym pewnie tak samo.
Musiałem spaść na dno rynsztoka, żeby dopiero cokolwiek rozumieć.
Dopiero dociera do Mnie, dopiero zaczynam rozumieć co Ona mi mówiła, dopiero Puzzle sie zaczynają układać w całość.
Jest mi bardzo wstyd, jest mi przykro, źle się czuje i chciałbym porozmawiac z dziewczyną.
Potrzebna mi ta rozmowa.
Boje się ze jak poznam kogos, znowu popełnie stare błędy i znowu będe cierpiał, a co gorsza ktos bliski będzie znowu cierpiał przeze Mnie.
Nie chcę powtórki.
Z tego powodu nie potrafię sie przełamać w relacjach damsko-męskich, bo nie chce powtórki.
A chciałbym stworzyć ciepły dom, rodzinę, szanować żonę i dbać o dziecko.
Problem w tym, że Marta poblokowała Mnie wszędzie gdzie się da, prosiłem o rozmowę, ale stanowczo odmawia, jest zawzięta. Rozumiem Ją. Szukam rozgrzeszenia, chce się jej wyspowiadac, nie potrafie unikac tego tematu bo to do niczego nie prowadzi.
Muszę z nią to obgadać, powiedziec co sie ze Mną działo, co zrozumiałem, co do Mnie dotarło, jak bardzo byłem głupi, głuchy i ślepy, przeprosić za wszystko i wtedy ze spokojem byśmy się rozeszli w swoje strony, mi by kamień spadł z serca, mentalnie Mnie to odblokuje.
Nijak jednak nie chce się zgodzić.
Co robić ?