Reklama:

Brak myśli, pustka w głowie. Błagam o pomoc! (2220)

zaloguj się, aby wykonać akcję na forum

Forum: Zaburzenia psychiczne

gość
24-09-2016, 16:43:48

Witajcie. Od początku sierpnia tego roku zaczęło się u mnie coś sypać. Napiszę trochę o sobie, żeby przybliżyć wam moją sytuację: od 18. roku życia mam zdiagnozowaną chorobę schizoafektywną. Zaczęło się jednak od głębokiej depresji, której doświadczyłam w ostatniej klasie liceum. Po wielu nic nie dających szaradach z lekami jestem obecnie na malutkiej dawce lamitrinu i abilify. Osobiście uważam, że ani mi te leki nie pomagają, ani specjalnie nie szkodzą. Dodam jeszcze, że problemy „ze sobą” miałam zawsze: depresja dziecięca, natręctwa, byłam zawsze bardzo zamknięta w sobie, choć uczyłam się pilnie i wszystko robiłam aż zbytnio dbając o interes i zadowolenie innych. Rzadko okazywałam emocje. I odczuwanie bodźców ze świata zewnętrznego prawie całe życie sprawiało mi mniejszy – lub większy ból. Czułam np. ściskanie w klatce piersiowej, kiedy usłyszałam jakiś normalny dźwięk z otoczenia lub kiedy patrzyłam na odbijające się na czymś słońce, to odbiór tego bodźca w mojej głowie stwarzał rodzaj melancholijnego bólu. Do tego muszę dodać, że jestem osobą, która zawsze miała problem z autoekspresją – czyli różne blokady w relacjach, rozmowach z ludźmi, nad którymi to blokadami zupełnie nie umiałam nigdy panować. Ostatnio myślałam, że jakimś cudem wszystko się odmieni…. Po skończeniu studiów (na których też nie czułam się rewelacyjnie, miałam wtedy zresztą trzeci atak choroby – stan maniakalny), znalazłam pracę. Wspaniałą pracę, która dawała mi mega dużo satysfakcji, i w której (o dziwo!) okazało się, że mogę, że umiem, że szybko się uczę wielu rzeczy, że nawiązuję łatwo kontakt z ludźmi (częściowo-już bez blokad)...dosłownie jakby w ciągu miesiąca wszystkie moje blokady wewnętrzne odpuściły. Potem, niestety, po jakichś dwóch miesiącach, nieszczęśliwie się zakochałam...mówiąc krótko nadzieje zrobiłam sobie ogromne, liczyłam, że będzie z tego bardzo wiele, czułam (pierwszy raz w życiu chyba) w bardzo realny sposób miłość, jako uczucie, do drugiego człowieka. Za tym poszło też dalsze (choć chwilowe) polepszenie sposobu odczuwanych bodźców ze świata zewnętrznego – przestały mi sprawiać ból, przeciwnie, zaczęły nawet dawać radość i zwykłe, ludzkie poczucie szczęścia… Niestety, kiedy dowiedziałam się, że z tego związku nici, to wszystko zaczęło się stopniowo sypać, stopniowo, stopniowo, aż do dziś. Zablokowałam się od środka ponownie. Moje blokady wewnętrzne narosły do takiej formy, że mam totalną pustkę w głowie, kiedy mam rozmawiać z ludźmi. Nie męczy mnie ani nie stresuje ich towarzystwo – męczy mnie fakt mojej ponownej ułomności. Ułomności której już nie miałam jakiś czas (a przynajmniej nie w takim stopniu). Dodatkowo na dziś mogę u siebie opisać takie objawy, jak:
- niepewność, rozchwianie, pustka w głowie
- „brak dostępu” do swojej osobowości, jakby brak łączności z samą sobą, wewnętrzna blokada, wydaje mi się, że jestem tak ukryta wewnątrz samej siebie, że jakby mnie nie było
- uczucie „zanikania” emocji wewnątrz głowy – niemożność pełnego ich przeżycia
- chwilowe, spore zachwiania w mojej koordynacji ruchowej
- niepewność wykonywanych ruchów
- rozchwianie emocjonalne
- uczucie „ospałości” narządów wewnętrznych
- płaczliwość, słabość, rozdrażnienie,
- najbardziej frustrujące: uczucie dużego kryzysu wewnątrz mnie, ogromna trudność w rozmowach (pustka w głowie, niemożność „dostrzeżenia” własnych myśli i odczuć, trudność w ubraniu czegoś w słowa, zupełny brak swobody wypowiedzi, te blokady są jakby nawarstwione wewnątrz mnie)
- objawy nasilają się najbardziej w kontakcie z innymi osobami (nie wiem, co powiedzieć, „nie ma mnie” w danej sytuacji, widzę duży rozdźwięk między funkcjonowaniem innych osób a sobą, co mnie dodatkowo dobija; lęk przed pogłębieniem/utrzymaniem się tych stanów;
Równocześnie odczuwam pewną siłę wewnętrzną i coś, co pomaga mi nie załamywać się do końca. Czuję, że jestem inna, ta schowana, ta prawdziwa. Frustruje mnie bardzo i smuci stan, w którym jestem obecnie i odczucie, że nie mam na niego wpływu. Czuję, że na zewnątrz mnie „wychodzi” kilka procent mojej osobowości. Nie określiłabym tego defektem, raczej bardzo silną blokadą.
Emocje i odczucia, które już miałam na wyciągnięcie ręki, normalność, którą prawie osiągnęłam...pierzchły sobie.
Jak ktoś chciałby popisać np. o tych moich perypetiach i stanie obecnym – lub czymkolwiek – to śmiało.
gość
25-09-2016, 15:23:02

skoro ma być śmiało to przeczytaj artykuł w wyszukiwarce pt.: Anna - Zaufajcie Maryi , gdzie Maryja mówi sensacyjne rzeczy o życiu , o szczęściu i przyszłości Polski . To zmienia spojrzenie na otaczający świat . Jednak w twoim przypadku należało by sprawdzić czy ty nie masz nie rozpoznanej choroby a to jest możliwe gdy wykonasz podstawowe badania krwi , gdyż niektóre twoje objawy są niepokojące .
gość
25-09-2016, 17:35:23

Badania krwi robiłam, robię zresztą regularnie - nic niepokojącego nie wykazały jak do tej pory. Szczerze mówiąc nie widzę żadnego rozwiązania dla siebie, jeśli chodzi o sferę wiary chrześcijańskiej. Uważam, że to zdecydowanie nie jest dla wszystkich, a dla mnie na pewno nie.
gość
29-09-2016, 16:16:41

ja miałem od kilku lat trudności z mówieniem , mianowicie zapominałem rzeczowniki , co utrudniało rozmowę . A w tym roku dowiedziałem się od indyjskich znawców ziół że na pamięć u nich stosuję się mieloną kumarynę . Teraz już po kilku miesiącach stosowania tej przyprawy mówię bez kłopotów i pamięć mam jak dawniej . Wiem że twój przypadek może być bardziej skomplikowany ale tu z wyjaśnieniem może przyjść treść snów jakie pamiętasz po przebudzeniu .
gość
08-11-2016, 21:35:52

Gość 2015-12-28 20:49:14
Witam wszystkich serdecznie i cieplo. Jestem Agata - autorka calego postu. Chce dac Wam nadzieje na lepsze jutro, poniewaz moge wkoncu wypowiedziec i napisac te slowa: wygralam z choroba! Oczywiscie nie byla to latwa droga... Chcialabym Wam wszystkim pomoc i podzielic moja historia i doswiadczeniami, ktore doprowadzily mnie do tego miejsca w ktorym dzisiaj jestem. Otoz 2 lata temu zdiagnozowano u mnie schizofrenie paranoidalna to byl wrzesien 2014r , leki ktore wowczas bralam to hydroxyzinium i nastepnie haloperidol, jedyne objawy wytworcze w moim przypadku wtedy to to ze wydawalo mi sie ze znam mysli innych ludzi i do tego gonitwa mysli no a potem pojawila sie ta cholerna pustka w glowie. Do tego wszystkiego w grudniu a dokladniej 26 grudnia w drugi dzien swiat dostalam telefon, ze moja Mama nie zyje. I to bardzo pogorszylo moj stan poniewaz wpadlam w stan lekkiej katatonii, zaczelam mowic sama do siebie ze nic mi nie bylo, ze po co szlam do psychiatry, po co te leki itd. Do tego wszystkiego doszla gleboka depresja spowodowana smiercia Mamy. Od stycznia do kwietnia lezalam calymi dniami w lozku i mowilam w kolko to samo. W kwietniu 2015r poszlam pierwszy raz na oddzial zamkniety, gdzie po 2 tyg pobytu i zadnej poprawy (wtedy bralam neuroleptyki nowoczesnej generacji tj. np. Abilify) zdecydowalam sie na elektrowstrzasy, mialam serie 7 zabiegow, po czym zostalam wypisana, poniewaz udawalam ze wszystko jest juz ze mna dobrze, pomimo ze wcale tak nie bylo, wciaz czulam pustke w glowie i brak mysli i uczuc. W karcie informacyjnej diagnoza to schizofrenia paraniidalna. Leki ktore bralam po wyjsciu to abilify, olanzapina i solian. Po wyjsciu mieszkalam w Rzeszowie i leczylam sie u jednego z lepszych psychiatrow, ktory stwierdzil ze nie mam schizofrenii tylko gleboka depresje i do tego stan maniakalny ktory polegal na tym ze wciaz mialam tylko jedna i ta sama mysl w glowie tzn. "Nic mi nie bylo, to wszystko przez leki, po co ja szlam do psychiatry". Ten doktor leczyl mnie na depresje miedzy innymi lekami takimi jak tisercin, fluaxol, zolafren, anafranil 25mg, anafranil 75mg i wiele innych lekow, ktorych nazw nie pamietam. Zadne leki nie dawaly poprawy, srednio co miesiac byly one zmieniane. W grudniu 2015r zostalam skierowana na terapie na oddzial dzienny w Rzeszowie, ktora trwala 3 mc-e, niezbyt sie do niej przykladalam, nie chcialam miec kontaktu z nowymi ludzmi, raz chodzilam raz nie, nie bralam systematycznie lekow (wtedy jeszcze na depresje zgodnie z diagnoza lekarza z rzeszowa, mimo ze pierwotna diagnoza ze szpitala w Jarosławiu - jestem z podkarpacia, to schizofrenia). Po skonczeniu terapii, po ktorej nie odczuwalam zadnej poprawy ani roznicy w samopoczuciu i egzystencji mialam probe samobojcza z ktorej wyszlam calo (moj narzeczony mnie znalazl w mieszkaniu nieprzytomna, przedawkowalam tabletki nasenne). Wyladowalam na toksykologii. Bylo to w marcu 2015r, w maju wyprowadzilam sie z rzeszowa i wrocilam do domu rodzinnego (w rzeszowie studiowalam ale nie dalam rady i 2 lata nauki przepadly, nie bylam w stanie sie czegokolwiek sie nauczyc itd). Dodam tylko ze od proby samobojczej przestalam brac jakiekolwiek leki, bylam zalamana, sadzilam ze leki nie pomagaja (to bledne zalozenie - teraz to wiem, zaraz napisze dlaczego) tylko szkodza. W sierpniu mialam nawrot choroby, tej choroby, ktora zostala u mnie zdiagnozowana w szpitalu w Jarosławiu czyli schizofrenia paranoidalna. Mialam wiele objawow wytworczych i psychotycznych, skonczylo sie na tym ze zaczelam widziec znarlych, wydawalo mi sie ze widze w lustrze twarz osoby ktora nie zyje, sama zadzwonilam po taksowke i pojechalam na oddzial. Mialam urojenia dotyczace konca swiata itp. Przez 3 tyg lezalam w pasach z powodu zagrozenia dla innych i dla samej siebie, tzw. zabezpieczenie mechaniczne. W sumie lezalan 3 miesiace i 3 tyg na oddziale. Przez 2,5 mc-a cierpialam na chroniczna bezsennosc. Dostawalam roznego rodzaju zastrzyki w tym haloperidol na ostre psychozy i wiele innych. Po zastrzykach gdy moj stan sie polepszyl bralam rozne leki, wtedy wyjasnilo sie to dlaczego zadne leki mi nie pomagaly - jestem osoba lekooporna jesli chodzi o leki psychotropowe i neuroleptyki. I wtedy lekarka (ktora mnie prowadzila i jest ordynatorka na oddziale) zdecydowala sie na klozapol. Po miesiacu brania klozapolu zaczelam po prostu na nowo zyc ! Do tego oczywiscie psychoterapia i rozmowy z psychologiem itd. Ze szpitala wyszlam 1 grudnia, prawie miesiac jestem juz na wolnosci. Radosc zycia powrocila, usmiech, mysli, rozmowy, normalne zycie. Przez pierwszy rok od diagnozy nie potrafilam zaakceptowac ze to naprawde choroba i ze musze brac reguralnie leki. Teraz juz to wiem - dobrze dobrane leki to podstawa + wsparcie ludzi, ktorzy nas kochaja do tego terapia, kontakt z ludzmi ktorzy walcza z podobnymi przeciwnosciami losu. Dodam tylko jeszcze ze ten lek glowny ktory biore tj. klozapol jest stosowany wlasnie w przypadku jesli inne leki psychotropowe nie przynosza zadnej poprawy. Do tego biore propranolol, depakine chrono i amitryptylinum.
te leki ci nie pomoga na dłuższa mete bedziesz miec wypadanie włosów gorszy wzrok problemy z sercem uczulenia ,najważniejsze zdrowe odżywianie
gość
09-12-2016, 13:00:36

Dziękuję za ostatni post. Dopiero teraz byłam w stanie przeczytać cokolwiek, bo wróciłam do starego leczenia i chodzę otumaniona. Nie wiem ciągle, co zrobię ze swoim życiem. Lekarze mówią co innego, terapeuta co innego a ja mam sieczkę w głowie. Zmieniłam dietę, piję dużo ziół i zaczynam inaczej postrzegać całą tę sprawę z moją chorobą...ale jak mówię dopiero teraz zauważam że ludzie chcą mi pomóc. Tylko że ja chyba nie chcę, żeby mi pomagali. Boję się własnego cienia.
gość
09-12-2016, 13:02:30

PS: włosy już mi wypadają, problemy ze wzrokiem już się zaczynają. Kołatanie serca i napady lęku. Także jest niezaciekawie
gość
21-12-2016, 03:52:19

Treść zablokowana przez moderatora

gość
21-12-2016, 06:23:18

Gość 2016-06-30 11:16:05
Witam was mam ten sam problem co Wy. W moim zyciu przezylem juz wiele, w dziecinstwie traume, nerwice, silna derealizacje po dopalaczach pare lat temu, w gimnazjum mialem przez krotki czas to co teraz ale wyszedlem z tego wszystkiego. Ostatnio duzo sie stresowalem, bardzo duzo rowniez sie zamartwialem, az w koncu skonczylem w takim stanie jak Wy. Sa dni ze nawet potrafie miec humor ale to tylko taka namiastka, czesto staram sie byc starym soba na sile, nie potrafie byc swobodny jak kiedys i ciagle musze sie zastanawiac jak mam reagowac i robie to sztucznie i automatycznie, nie potrafie myslec. najgorsze, bo widze ze moja siostra ma to samo, ona ma tak od dawna, zawsze jeszcze ja dobijalem, ze jest bezmyslna a teraz sam na sobie to poczulem. Boje sie ze juz z tego nie wyjde i jestem skazany na genetyke i dziedzictwo, tak jak moja siostra ma cukrzyce tak ja rowniez. Zawsze odpowiadam nie na temat, nie umiem myslec ta czescia mozgu ktora powinno sie myslec. Zwykle jak skims rozmawiamy to nie zastanawiamy sie co robic tylko po prostu to robimy. Jednoczesnie stracilem cala pewnosc siebie i zaufanie do siebie, ale nic dziwnego. Sa przeblyski w ciagu dnia kiedy jestem soba ale tylko na kilka sekund :( i to jest najgorsze bo wtedy wiem i widze jak powinienem myslec jak jestem normalny i nie umiem tego osiagnac, trwa tylko chwile. Nie wiem jak zachowac sie w danych sytuacjach, nie potrafie opowiadac nic itp itd. Jest mi bardzo smutno ale nawet nie potrafie sie rozplakac :P. Wszystko zaczelo sie od nerwicy i natloku mysli, bardzo duzo analizowalem jedna sprawe az wkoncu skonczylo sie tak ze natloku juz nie mam, tym czym sie przejmowalem wczesniej juz sie nie przejmuje a puska w glowie i brak uczuc zostaly. Chcialem isc po jakies ssri do lekarza ale nie wiem czy to by cos dalo a boje sie ze by pogorszylo. Nie zalamujcie sie! Postarajcie sie nie myslec i nie analizowac tego i sprobowac ze sportem, odstawic alkohol. Rowniez sie frustruje bo utracilem swoja madrosc, bardzo smutne. Zauwazylem ze nie ma stanu pomiedzy, albo umiem byc soba albo nie umiem. Pamietam jak pisalem mature i jeszcze bylem w stanie ze raz bylo dobrze raz zle. Przyklad: pierwsze poltorej godziny siedzialem i nie wiedzialem co czytam, co mam napisac, az nagle sie odblokowalem i napisalem wszystko, lepiej niz kiedykolwiek.
Cześć też mam te przebłyski o których ty piszesz trwają kilka sekund i rozmywają sie bardzo szybko znikają tak jakby człowiek wrócił do stanu do jakiego chce wrócić i po kilku sekundach koniec. Myśle że to przez uszkodzenie nerwów mało dopaminy serotoniny lub synapsy. Mózg chce sie właczyć ale coś mu to utrudnia. Ja byłem w gorszym stanie teraz już jest lepiej już te przebłyski są mniej odczuwalne bo cały stan psychiczny sie polepsza. Nie daj sobie wmów leków bo każdy chce iść na skróty a zdrowie jest jedne. Zdrowe jedzenie troche słonca może nawet być na balkonie lub przez okno mniej sttresu ćwiczenia i będzie dobrze
Początkujący
21-01-2017, 22:06:36

Odświeżam wątek. Dołączam sie rownież do towarzyszy niedoli pustka brak myśli odczuć jest ze mną Od paru miesięcy. Myśle ze to w dużej mierze wina psychotropów (abilify rispolept i jakies jeszcze jedno gowno nie pamietam)które łykałem przez prawie dwa lata nieprzerwanie choć mówią ze każda przebyta psychoza pozostawia po sobie trwały ślad na psychice. Tragedia choroby psychicznej polega miedzy innymi na tym ze niewiadomo gdzie ona jest tak na prawdę przez co ,, leczy " sie ja pośrednio domniemywujac ze jej źrodłem jest mózg. No ale lekarzy nie obchodzi generalnie co sie bedzie działo u pacjenta po kuracji prochami bo przecież lekarz ,,leczy " człowieka tylko i wyłącznie na ryzyko pacjenta. Ja po paru latach zmagania sie z psychozami mogę powiedzieć ze prochy wyjałowiły mi umysł z kreatywności intelektu odczuć przemysleń spontaniczności. Na pytania odpowiadam tak nie no nie wiem staram sie unikać kontaktów ze starymi znajomymi których poznałem przed choroba kiedy byłem sobą i miałem ciekawe pomysły jasny umysł i do czegoś sie nadawałem. Teraz muszę sie wysilać i zastanawiać co napisać w poście a co dopiero pisanie pracy licencjackiej czy cokolwiek innego. Niestety wieloletnie leczenie psychiatryczne robi wraka z człowieka istna roślinkę poniewAz substancje zwane lekami jedynie wyciszają chemicznie połączenia w mózgu ingerują trwałe ja rozumiem ze jest to mniejsze zło ale niestety taki człowiek juz nigdy nie bedzie sobą po tych prochach co widać na moim przykładzie i nie tylko uff jakoś skleilem posta nie wiem czy ktoś przeczyta te moje wypociny ale z góry dziękuje i pozdrawiam

zaloguj się, aby dodać odpowiedź

Reklama:
Reklama:
Reklama: